Oficjalnie mam za sobą 3 miesiące całkowitej trzeźwości! Co tu powiedzieć? Czuję się świetnie.
Rewolucja snu
Sen poprawił mi się co najmniej dwukrotnie: budzę się o wiele bardziej wypoczęty i zasypiam bez żadnego problemu. Całe życie zmagałem się ze snem, więc dla mnie to ogromna wygrana.
Właściwie zbudowałem swoje obecne życie wokół dobrego snu i może po prostu tak zostanie.
Bywa trochę nudno i co jakiś czas dusza domaga się "świętowania", ale każdego ranka, kiedy budzę się w pełni wypoczęty, myślę sobie: kurde, o to właśnie chodzi, to jest to świętowanie.
Kontekst ma znaczenie
Dla kontekstu: piłem dużo, więc zmiany są całkiem znaczące. Jeśli pijesz okazjonalnie, pewnie nie zobaczysz żadnych cudów, ale według wszystkich rzetelnych badań i tak nie zaszkodzi odstawić alkohol.
Plusy trzeźwości
Plusy trzeźwości? Mnóstwo. Oto kilka z nich:
1. Ulepszony sen
Ten słynny upgrade snu. Sen to połowa sukcesu, zawsze. Stałem się jego zagorzałym obrońcą. Czasem poległem i zarwałem noc przy grach z kumplami, ale generalnie jest dobrze.
2. Autentyczny kontakt z sobą
Znacznie bliższy kontakt z samym sobą. Zaczynasz dostrzegać: hej, ja nawet nie chcę tego robić. Po prostu znosiłem to przy piwie.
Podobnie z niektórymi kontaktami towarzyskimi: zauważam, że coś mnie niepokoi, i zamiast zagłuszać to alkoholem, myślę: dobra, jak to naprawię? I faktycznie to naprawiam. Niesamowite.
3. Mistrzostwo rutyny
Znacznie łatwiej trzymać się rutyny. Wiem, jak będę się czuł rano: produktywnie, z energią, gotowy na trening.
Życie wydaje się bardziej zdyscyplinowane, a to kluczowe, gdy gonisz długoterminowe cele zamiast dryfować bez kierunku. Mam teraz dość wyraźny obraz życia, które chcę prowadzić, a to ważne.
4. Stabilność psychiczna
Stabilność psychiczna i większy optymizm. Te nagłe "wszystko jest do niczego" już nie wpadają. Jest po prostu stała, cicha pozytywność wobec życia i siebie samego.
Nawet jeśli życie nie idzie tak dobrze, myślenie, że idzie, pomaga. A szczerze wierzę, że rzeczy potoczą się tak, jak sobie wyobrażam. Naprawdę czekam na zimowy wyjazd i mam już wyznaczone cele.
5. Zdrowie fizyczne
Zdrowie jelit. Oczywiste, prawda? Dieta jest zdrowsza, a alkohol to czysta trucizna dla układu pokarmowego. Dosłownie niszczy każdą jego część.
Eksplozja produktywności
Stworzyłem cztery aplikacje mobilne, zacząłem kanał na YouTube i regularnie piszę o swojej drodze indie dewelopera. Widać realny wzrost: w statystykach i w nowych (internetowych) znajomościach.
Zaczynam czuć, że znów za mocno wchodzę w "produktywne aplikacje", ale cóż, życie to droga. Samo się ułoży.
Tak czy inaczej, był to super produktywny okres. I jestem naprawdę dumny z Sober Tracker, nawet jeśli to najprostsza rzecz, jaką zrobiłem: ludzie naprawdę jej używają i dzielą się ze mną swoimi postępami. To jest niesamowite.
Jakieś minusy?
Jakieś minusy? Właściwie nie. Ale trwają pewne przemiany:
1. Czynnik nudy
Czasem czuję się nudniejszy. Nie mam ochoty imprezować do późna ani zarywać nocy. Ale mam teraz własne "imprezy", tyle że zaczynają się o 6:30 rano.
Zmieniły się. To ok. Skoro mam cel związany z przemianą sylwetki, ma to sens. Może kiedyś wrócę w tryb imprezowy. A może zostanie mi "namaste-bieganie-joga". Idealnie byłoby znaleźć balans, bo imprezy są fajne.
2. Czynnik ostrości
Czasem czuję się bardziej... bezpośredni? Ostrzejszy? Alkohol kiedyś łagodził moje krawędzie, ułatwiał płynięcie z prądem w rozmowach. Teraz jestem bardziej w stylu: "nie, to bzdura, nie zgadzam się."
Mam więcej energii, żeby kwestionować różne rzeczy. Mimo to generalnie zachowuję się znacznie rozsądniej, bardziej po ludzku. Po prostu teraz wyraźniej zaznaczam granice.
3. Faza "co teraz?"
Ta jest trochę głupia, ale: co właściwie robić z życiem? Zwłaszcza na początku byłem jak: jak mam się teraz relaksować? Jak radzić sobie ze stresem? Czego w ogóle chcę?
Czułem się zagubiony i bardziej zestresowany niż wcześniej. Alkohol to wszystko zagłuszał. Sączysz i myślisz: "ej, spoko." Bez niego jesteś jak: "to jest do niczego i nie mam pojęcia, co zrobić." Ale jeśli się nad tym zastanowisz, to mija.
4. Niezręczność towarzyska
Niezręczność towarzyska. Nie bardzo pasuję do "normalnego" wzorca (ale nie jestem totalnym dziwakiem, spokojnie), więc czasem czuję się nie na miejscu towarzysko.
Alkohol działał kiedyś jako społeczny klej: pomagał mi łatwiej akceptować siebie i innych. Ale teraz celem jest dobrze się czuć bez niego. To jest ta praca do wykonania.
5. Kultura barowa
Kultura barowa. Bądźmy szczerzy: bary, ich estetyka, towarzyskie kręgi wokół nich, to wszystko ma swój urok. Sztuka polega na nauczeniu się czerpania przyjemności z tych miejsc na trzeźwo.
To nie jest żadna magiczna umiejętność. Po prostu jeszcze nie miałem czasu ani energii, mam inne cele na pierwszym planie.
Podsumowanie
Tak więc: jestem w pełni zadowolony z życia bez alkoholu. W ogóle nie tęsknię za alkoholową wersją siebie.
Jasne, mózg czasem próbuje wyżebrać piwo, ale to łatwo naprawić spacerem, graniem, rozmową albo jakimś głupim hobby.
I na pewno będzie próbować dalej, bo dla mózgu alkohol to tania dopamina za grosze.
Ale hej: to ty pracujesz dla mnie, mózgu, a nie odwrotnie. I jak dotąd, jest dobrze.
Ty pracujesz dla mnie, mózgu, a nie odwrotnie. I jak dotąd, jest dobrze.
Trzy miesiące trzeźwości za mną! Przemiana była niesamowita: od walki ze snem do jego opanowania, od emocjonalnej niestabilności do stałego optymizmu, od znoszenia życia do aktywnego budowania tego, które chcę prowadzić. Droga trwa i z niecierpliwością czekam, co będzie dalej.

