
No to tak. Dwieście dni. DWIEŚCIE DNI bez alkoholu.
Siedzę chwilę z tą liczbą, bo chcę, żeby naprawdę do mnie dotarła. Nie jako powiadomienie. Nie jako licznik serii. Jako rzeczywisty fakt z mojego życia.
10 razy lepiej. Produktywność 10 razy wyższa. Nastrój stale stabilny i normalny, po prostu stały spokojny ton gdzieś w tle wszystkiego, co robię. Nie euforia. Nie różowa chmurka. Tylko równy podkład świadczący o tym, że system działa jak trzeba.
To nie jest cud. Po prostu mój punkt wyjścia był bardzo niski.
Chcę być szczery co do tego, dlaczego to tak wiele znaczy.
Nie dlatego, że trzeźwość jest magiczna. Dlatego, że przez lata regularnego picia mój punkt wyjścia był zbyt niski. Osuwałem się tak powoli, że przestałem zauważać, jak nisko jest podłoga. Powrót do normalnego ludzkiego układu nerwowego czuje się jak ogromny awans życiowy, bo przez lata funkcjonowałem poniżej normy.
Ludzie, którzy nigdy nie mieli poważnych ciągów, nie rozumieją, dlaczego rzucenie picia robi aż takie wrażenie. Wypiją kieliszek wina w piątek i nie tracą trzech dni życia na regenerację, wstyd i powolne odbudowywanie woli. Nie tracą nic, więc rzucenie też nic dramatycznego im nie zwraca.
Ja straciłem dużo. Więc dużo odzyskuję. Matematyka jest symetryczna. I tylko o to tu chodzi.
Jeśli jesteś w dniu 5., 30. czy 90. i masz wrażenie, że zyski są absurdalnie nieproporcjonalne do "zwykłego niepicia", to dlatego, że tak właśnie jest. Nie dostajesz darmowego ulepszenia. Odzyskujesz własny punkt wyjścia, plus całą energię, którą spalałeś na utrzymanie życia z piciem nałożonego na zwykłe życie.
Pełniejszy obraz tego, jak ciało i głowa osiągają ten punkt wyjścia, znajdziesz w poście o transformacji po sześciu miesiącach trzeźwości, który opisuje fizyczne i poznawcze zmiany w tym okresie.
Prawdziwa nagroda: priorytety, wyrzeczenia, brak poczucia winy
Najfajniejsza rzecz przy 200 dniach to nie nastrój. To nawet nie produktywność. To zdolność do posiadania aktualnych celów, ustalania priorytetów i świadomego poświęcania dla nich innych rzeczy, bez szczególnego poczucia winy.
Napisane tak, brzmi nudno. W życiu nudne to nie jest.
Gdy regularnie pijesz, każdy cel żyje w cieniu picia. Możesz czegoś chcieć, ale nie możesz naprawdę gonić za tym z pełną energią, bo połowa energii jest zarezerwowana na cykl regeneracji. Chcesz wszystkiego trochę na pół. Awansów, relacji, projektów pobocznych, celów fitness, twórczości. Wszystko na 60 procent, bo nie możesz dać 100, gdy 40 procent przecieka przez boki.
Przy 200 dniach przeciek jest zamknięty. Cele przestają być półżyczeniami, a stają się prawdziwymi decyzjami. I zdolność do powiedzenia "wybieram tę rzecz, co oznacza, że nie wybieram tamtej" okazuje się być jedynym silnikiem dorosłego życia. Nigdy wcześniej nie miałem do niego dostępu. Teraz mam.
Indie dev: z "fajnego hobby" na "to jest mój dochód"
Najwyraźniejszym przykładem tego w moim życiu jest praca indie dewelopera.
Przez lata budowanie produktów po godzinach było fajną rzeczą. Hobby. Czymś, przy czym majstrowałem w weekendy i czego nie popychałem mocniej, czując się niejasno winny. Prawdziwe pieniądze miały przyjść skądinąd. Projekty poboczne były cechą osobowości, nie planem.
Gdzieś w ostatnich 200 dniach to się zmieniło. Praca przesunęła się z "to jest fajna rzecz" na "to jest mój główny dochód i zamierzam prowadzić to jak dochód". Zacząłem planować wokół tego. Poświęcać dla tego inne rzeczy. Odmawiać planom towarzyskim, które nie pasowały. Traktować poranne godziny jak najcenniejsze w tygodniu, bo takie są.
Żadna z tych rzeczy nie stała się możliwa dlatego, że nauczyłem się nowego hacka na produktywność. Stała się możliwa dzięki pewnemu szaleństwu i oderwaniu, a to stało się możliwe tylko dlatego, że rzuciłem picie. Alkohol wciąga cię z powrotem do przeciętności. Przeciętność jest śmiertelna dla pracy indie. Cały opis stanowiska brzmi: "rób rzeczy, których inni by nie robili." Nie możesz tego robić, gdy twój układ nerwowy dochodzi do siebie po sobotniej nocy.
Więcej o tym, jak to przekłada się na codzienną pracę, znajdziesz w poście o trzeźwości i produktywności.
Podatek od szaleństwa
Nie będę udawał, że to same plusy. Tak intensywne dążenie do celów wytwarza we mnie pewną toksyczność. Mam mniej cierpliwości do ludzi, którzy do niczego nie dążą. Mniej interesują mnie luźne spotkania bez celu. Trudniej mi odpuścić sobie niedzielne popołudnie bez żadnego planu. Jestem, szczerze mówiąc, bardziej obsesyjny niż kiedyś.
Płacę ten podatek z własnej woli. Jestem człowiekiem-obsesją. Pewien mój bardzo stary sen zaczyna naprawdę działać. Wymiana jest uczciwa.
Ale chcę to nazwać wprost dla każdego, kto czyta te słowa i dostrzega w sobie tę samą tendencję. Jeśli trzeźwość odblokuje silnik, musisz też uważać, w co go celujesz. Ta sama intensywność, która buduje biznes, może zniszczyć przyjaźń, jeśli nie zwracasz uwagi. Ciągle szukam tej granicy. Jeszcze jej nie znalazłem.
Co dalej: odżywianie i fitness
Teraz, gdy sprawa z alkoholem jest zamknięta, kieruję tę samą intensywność na odżywianie i fitness. Jem ściśle według celu kalorycznego. Trenuję tyle, ile zaplanowałem, nie tyle, ile mi się chciało. Śledzę pomiary. Wszystko po kolei.
To jest część, którą uważam za najciekawszą w trzeźwości jako systemie operacyjnym życia. Gdy jeden duży projekt samodoskonalenia naprawdę działa, poprzeczka dla wszystkiego innego idzie w górę. Głos, który kiedyś mówił "i tak nie będziesz śledzić każdego posiłku, serio" przestaje wygrywać argumenty. Zrobiłeś trudniejszą rzecz. Możesz zrobić i tę.
Rzeczy przechodzą z "byłoby fajnie" na "robię to". Ten przeskok słowny to jedyna rzecz, która kiedykolwiek miała znaczenie.
Na 200 dni i na ZERO PROCENTÓW
200 dni temu nie byłem osobą, która to pisze. Byłem kimś, kto chciał być tą osobą i nie potrafił wymyślić, jak. Jedyna rzecz, którą w tym czasie zmieniłem, to że przestałem pić. Wszystko inne wynikło z tego jednego ruchu.
Jeśli zastanawiasz się, czy zacząć własną wersję tego eksperymentu, jedyne, co mogę ci powiedzieć, to że to działa i że działa proporcjonalnie do tego, jak daleko poniżej swojego punktu wyjścia naprawdę jesteś. Jeśli nie jesteś zbyt daleko od normy, to będzie małe, ciche ulepszenie. Jeśli jesteś głęboko, to będzie poważna zmiana życia. Nie ma trzeciej opcji, w której to nie robi nic. Biologia jest na to zbyt czysta.
Do każdego, kto to czyta w dniu 1. albo dniu 100.: jesteś bliżej, niż myślisz.
Do każdego w dniu 200., 300., 500.: nie przestawaj. Procent składany jest realny i jeszcze nie skończył się liczyć.
ZERO PROCENTÓW.
Śledzisz własną serię? Sober Tracker to prywatny licznik bez konta, który zbudowałem dokładnie do tej długiej gry. Żadnego kanału społecznościowego, żadnej utraconej serii przez przeoczone logowanie, żadnych obserwujących znajomych. Tylko ty i liczba.


