Powrót do bloga
Zdrowie psychiczne

Trzeźwość pokazała mi, jak bardzo siebie karałem

Trifoil Trailblazer
3 min czytania

Schemat, którego nie widziałem podczas picia

Niedawno coś do mnie dotarło: duża część mojego picia nie była przyjemnością. Właściwie jeden z komentarzy na Reddicie pod moim postem nakierował mnie na ten wniosek. Picie (w wielu przypadkach) było dla mnie samoukaraniem, którego nawet nie rozpoznawałem jako kary.

Sięgałem po butelkę, wiedząc, że jutro będę się czuł okropnie. Piłem do utraty trzeźwego myślenia, do chwili gdy wkraczało poczucie winy, gdy miałem kolejny powód, by być na siebie wściekły. To nie była zabawa. To było celowe cierpienie ukryte pod pozorem nawyku.

Gdy strata stała się powodem do cierpienia

Po pewnych stratach w moim życiu, straciłem rodziców dość wcześnie, w 2020 i w 2022 roku, wpadłem w dziwną pętlę myślową, w której czułem, że muszę się czuć jeszcze gorzej. Jakbym nie zasługiwał na nic lepszego. A nawet, jakbym powinien czuć się jak śmieć.

Picie stało się najprostszym sposobem, by to robić, bez przyznawania się do tego. Było to społecznie akceptowalne samookaleczanie. Nikt tego nie kwestionował. Ja tego nie kwestionowałem. To był po prostu "mój sposób na radzenie sobie."

"Przestałem budzić się na siebie wściekły. Przestałem starać się 'udowadniać' swój ból. Jakby: powinienem cierpieć, to cierpijmy jeszcze bardziej, nie cierpiałem wystarczająco dużo."

To brzmi dziwnie powiedziane na głos. Ale dokładnie tak robiłem.

Trzeźwość sprawiła, że nie sposób było ignorować tego schematu

Trzeźwość nie naprawiła wszystkiego. Nie wyzdrowiałem nagle ani nie uwolniłem się od żałoby. Ale sprawiła, że nie dało się już ukrywać tego schematu. Bez alkoholu zaciemniającego wszystko mogłem zobaczyć, co robiłem sobie samemu.

Używałem alkoholu, by:

  • Potwierdzać ból emocjonalny przez tworzenie bólu fizycznego
  • Karać siebie za rzeczy, nad którymi nie miałem kontroli
  • Udowadniać sobie (i może innym), że cierpiałem "wystarczająco dużo"
  • Unikać prawdziwego przeżywania żałoby w zdrowy sposób

Gdy alkohol zniknął, musiałem zmierzyć się z faktem, że byłem swoim największym wrogiem. Nie moje okoliczności. Nie moje straty. Ja. Moje wybory.

Zmiana, która odmieniła wszystko

Powoli chęć ranienia siebie tylko po to, by dopasować się do swoich emocji, zaczęła słabnąć. Przestałem budzić się na siebie wściekły. Przestałem starać się "udowadniać" swój ból. Brzmi dramatycznie, ale to prawda: usunięcie alkoholu usunęło moje główne narzędzie samoukarania.

Nadal mam trudne dni. Nadal tęsknię za rodzicami. Nadal czuję żałobę. Ale nie czuję już potrzeby, by pogłębiać swój ból. Nie muszę cierpieć, żeby udowodnić, że cierpię.

Co powiedziałbym komuś, kto się w tym odnajduje

Jeśli czytasz to i coś wydaje ci się znajome, jeśli pijesz wiedząc, że poczujesz się gorzej, jeśli część ciebie myśli, że zasługujesz na kaca, poczucie winy, wstyd, możliwe, że robisz to samo, co ja.

Nie musisz nikomu innemu tego przyznawać. Ale spróbuj przyznać to sobie. Zadaj sobie pytanie: czy piję, żeby poczuć się lepiej, czy żeby poczuć się gorzej?

Bo jeśli to ta druga opcja, zasługujesz na coś lepszego. Naprawdę.

Iść naprzód bez tego ciężaru

Trzeźwość dała mi przestrzeń na przeżywanie żałoby bez karania siebie za to. Dała mi przyzwolenie, by czuć smutek bez potrzeby pomnażania go fizyczną nędzą. Pokazała mi, że mam prawo zdrowieć, nawet jeśli część mnie sądziła, że nie powinienem.

Tego się nie spodziewałem, gdy rzucałem picie. Myślałem, że trzeźwość będzie po prostu "niepiciu". Ale stała się zatrzymaniem cyklu samoinicjowanego cierpienia, w którym tkwiłem, nie zdając sobie z tego sprawy.

I to było dla mnie cenniejsze, niż mogłem sobie wyobrazić.

Rozpocznij swoją drogę do trzeźwości już dziś

Pobierz Sober Tracker i przejmij kontrolę nad drogą do życia bez alkoholu.

Download on App StoreGet it on Google Play