Powrót do bloga
Historie osobiste

180 dni trzeźwości: szczera refleksja introwertyka o tym, że przestałem chcieć się spotykać

Trifoil Trailblazer
7 min czytania
180 dni trzeźwości: szczera refleksja introwertyka o tym, że przestałem chcieć się spotykać

Piszę to w dniu 180., który jest liczbą, w którą nie do końca wierzyłem, że znowu zobaczę. Poprzednia próba skończyła się na dniu 159. Przekonałem sam siebie, że już to ogarniałem, a potem "odogarnąłem" to wszystko w jeden wieczór. Kiedy więc tym razem osiągnąłem 180, nie świętowałem głośno. Nadal jestem ostrożny. Nadal obserwuję siebie. Ta stabilność jest prawdziwa, ale wiem swoje i nie zamierzam przesadzać z optymizmem.

Jestem założycielem Trifoil, studia stojącego za Sober Tracker. Zwykle piszę te posty głosem marki. Ten jest mój i chcę, żeby taki pozostał, bo rzecz, o której naprawdę chcę mówić, to coś, czego nigdzie nie widziałem napisanego szczerze: co się dzieje, gdy trzeźwość działa, a i tak zostaje ci pytanie, na które nie znasz odpowiedzi.

Korzyści, bez przesady

Chcę szybko odhaczyć te dobre rzeczy, bo czytałeś tę listę sto razy i nie chcę udawać, że odkryłem coś nowego.

Sen i nastrój. Pierwsze dwa miesiące były ciężkie. Wszystko w moich wieczorach kręciło się wokół alkoholu, a usunięcie go było jak wynoszenie mebli z pokoju. Po mniej więcej ośmiu tygodniach zachcianki przestały być codziennym zjawiskiem. Teraz pojawiają się tylko wtedy, gdy jestem naprawdę wyczerpany, i szybko je wyłapuję. Przypominam sobie, że alkohol nie usunąłby zmęczenia, a je zwielokrotnił.

Twarz. Byłem i nadal jestem za grubi. Ale opuchlizna w policzkach i na linii szczęki zeszła. Wyglądám mniej obrzmiały. Nie wyglądam jak dwudziestolatek, mam 36 lat, jestem Słowianinem i o to nie chodzi. Po prostu wyglądam jak bardziej wypoczęta wersja siebie. Jem za dużo i jestem na tyle aktywny, że swoją obecną kondycję opisuję znajomym jako "gruby, ale z mięśniami i niezłą wydolnością". Bieganie to teraz moje główne hobby. To coś nowego.

Skóra. Nigdy nie miałem poważnego trądziku, ale moja skóra miała tę czerwoną, matową, niezdrową jakość, której nie umiałem nazwać. To zniknęło. Cokolwiek to było, przyczyna był alkohol.

Trawienie. Wyraźnie lepsze. Na tym poprzestanę.

I korzyść drugiego rzędu, która po cichu liczy się bardziej niż wszystkie poprzednie: kiedy nastrój i energia są stabilne, naprawdę możesz planować rzeczy, a potem je robić. Przestajesz prowadzić wewnętrzne przetargi każdego ranka o to, czy dzisiaj się "liczy". Przestajesz mówić "źle się czuję, odpuszczamy". Efekt kumulujący się z pojawiania się każdego dnia to prawdziwy powód, dla którego długoterminowa trzeźwość zmienia życie. Nie jedna korzyść. Wszystkie naraz, nakładające się na siebie i wzajemnie się wzmacniające.

Bardziej szczegółowy przegląd sześciu miesięcy znajdziesz w naszym przewodniku po 180 dniach trzeźwości. Ten post to część, której tamten przewodnik nie zawiera.

Jedna kwestia, która wciąż nie jest rozwiązana

Jestem introwertykiem. Nie mam silnej, wrodzonej potrzeby nawiązywania kontaktów. A przez lata większość przyjaźni zbudowałem przez picie.

Chcę być ostrożny z tym zdaniem, bo bywa źle rozumiane. Moi znajomi nie są alkoholikami. To osoby pijące okazjonalnie, dobrzy ludzie z pracą i rodzinami, tacy, którzy cieszą się, że ich znasz. Alkohol był ramą, w której się spotkaliśmy, a nie treścią tych relacji. Lubię ich towarzystwo. Nie musimy teraz razem pić i przez większość czasu tego nie robimy.

Ale oto ta szczera część: nie nawiązuję nowych znajomości. Nie czuję ku temu pociągu. I nadal odczuwam specyficzny rodzaj lęku społecznego w pierwszych minutach każdej trzeźwej rozmowy z nową osobą, tam, gdzie alkohol kiedyś wygładzał krawędzie. Pierwsze dziesięć minut rozmowy przypomina teraz małe zadanie, o które nie prosiłem. Gdy już je minę, jest dobrze. Tyle że ta brama jest wyższa niż kiedyś.

To jedna z najczęstszych cichych trudności, jaką widzę w wiadomościach od użytkowników i w społeczności. Nie pasuje do triumfalnej historii, więc nikt o tym nie pisze. Jeśli też siedzisz z tym pytaniem, nie jesteś zepsuty.

"Rozsądne" kontra to, co rozsądnie się czuje

Oto część, nad którą ciągle się zastanawiam.

Kiedy mam teraz wolny wieczór, mój instynkt ciągnie mnie w stronę czegoś "rozsądnego". Bieg. Długi spacer. Blok skupionej pracy. Ugotowanie porządnego posiłku. Czytanie. To wszystko wydaje się czyste, produktywne i, w sposób, którego nie potrafię do końca wytłumaczyć, bezpieczne.

Spotkanie ze znajomym dla samego spotkania nie przyciąga mnie tak samo. Brzmi to nieco robotycznie, bo wiem, że spotkania są dobre dla ludzi, i wiem, że izolacja ma swoją cenę. Ale prawda jest prawdą. Mając do wyboru godzinę z przyjacielem i godzinę na mojej trasie biegowej, przez większość tygodni wybieram bieg.

Dwie możliwości i naprawdę nie wiem, która jest prawdziwa:

  1. Taki po prostu zawsze byłem. Picie było chemicznym skrótem omijającym moją naturalną introwersję. Usuń skrót, a wraca mój prawdziwy system operacyjny. W takim razie preferowanie biegu to nie błąd, to mój powrót do normalności, którą przez lata chemicznie nadpisywałem.
  2. To ucieczka ubrana w zdrowy kostium. Bieganie i skupiona praca są naprawdę dobre, ale łatwo też używać ich jako społecznie akceptowalnych powodów, by omijać tę część życia, która wiąże się z tarciem. Trzeźwość oddała mi czas i energię. Nic nie mówi, że muszę je spędzać na ludziach.

Moje robocze przypuszczenie jest takie, że to około 70 procent pierwszej możliwości i 30 procent drugiej. Te 30 procent to część, na którą chcę zwracać uwagę. Nie chcę obudzić się po dwóch latach trzeźwości, fizycznie w świetnej formie i towarzysko wydrążony, bo pozwoliłem tym 30 procentom działać bez kontroli.

Nasz przewodnik na temat radzenia sobie z przyjaciółmi pijącymi alkohol opisuje wersję tego problemu, z którą mierzysz się we wczesnej trzeźwości. To, co opisuję, to jego późniejszy kuzyn: nie przyjaciele, którzy odeszli, bo przestałeś pić, ale ty, który przestałeś się odzywać.

Małe eksperymenty, które przeprowadzam

Nie mam jeszcze systemu. Mam zestaw małych eksperymentów i podzielę się nimi tak, jak zrobiłbym to z przyjacielem, a nie tak, jak zapakowałby je artykuł o wellness.

  • Zaplanuj to jak bieg. Jeśli kawa lub rozmowa telefoniczna żyje tylko w warstwie "powinienem to zrobić" w mojej głowie, nie dochodzi do skutku. Jeśli jest w kalendarzu obok długiego biegu, dochodzi. Traktowanie czasu towarzyskiego z taką samą powagą operacyjną jak treningu to pojedynczy najbardziej użyteczny ruch.
  • Aktywność zamiast "siedzenia". Lepiej sprawdzam się na spacerach, wspinaczce, biegach i warsztatach niż na wieczorach bez określonego celu. Aktywność daje mózgowi introwertyka zadanie poboczne, a pierwsze dziesięć minut przestaje być występem.
  • Jedna osoba, nie grupa. Dynamika grupowa była łatwa przy alkoholu i kosztowna bez niego. Spotkanie w dwie osoby to odwrotność. Większość najlepszych rozmów z ostatnich sześciu miesięcy odbyła się w duecie.
  • Krótko jest w porządku. Godzina prawdziwego kontaktu bije trzy godziny błądzącą uwagą. Kiedyś myślałem, że to oszustwo. Nie jest.
  • Zauważ bramę, a potem przez nią przejdź. Pierwsze dziesięć niezręcznych minut to opłata, nie mur. Płacę tę opłatę chętniej teraz, gdy wiem, że się kończy.

Jeśli używasz Sober Tracker, od jakiegoś czasu loguję "kontakt towarzyski" jako prywatny nawyk obok licznika trzeźwości. Nikt o tę funkcję nie prosił i nie jestem pewien, czy zostanie wydana. Ale obserwowanie tych wyników pomogło mi wyraźnie zobaczyć te 30 procent.

Nadal nad tym pracuję

Ten post nie ma czystego zakończenia, bo ta sprawa też go nie ma. Jestem 180 dni trzeźwy. Śpię lepiej, jem lepiej, wyglądam trochę mniej zmęczony, regularnie biegam i mogę zaplanować tydzień, a potem go zrealizować. Jestem też cichszy. Mniej zainteresowany nowymi ludźmi. Bardziej zadowolony z własnego towarzystwa, niż pewnie powinienem być.

Zdecydowałem, przynajmniej na razie, że to w większości po prostu ja, a częściowo coś, czego muszę pilnować. Obie rzeczy mogą być jednocześnie prawdziwe. Jeśli jesteś gdzieś na drodze długoterminowej trzeźwości i rozpoznajesz siebie w którymś z tych fragmentów, wiedz, że nie sądzę, żeby na dzień 365. czekała na nas gotowa odpowiedź. Jest tylko nieustanna, szczera praktyka odróżniania odpoczynku od wycofania się.

180 dni. Ostrożny optymizm. Niezła wydolność. Nadal nad tym pracuję.

Rozpocznij swoją drogę do trzeźwości już dziś

Pobierz Sober Tracker i przejmij kontrolę nad drogą do życia bez alkoholu.

Download on App StoreGet it on Google Play