Minęło 120 dni bez alkoholu i szczerze, to jedna z najlepszych decyzji, jakie dotychczas podjąłem w swoim życiu.
Biorąc pod uwagę, jak poważnie podchodziłem kiedyś do tego "sportu", może to być wręcz najlepsza decyzja.
Jestem z siebie dumny.
Bez alkoholu cieszę się z:
- Stabilnego nastroju - koniec z emocjonalną huśtawką
- Dobrego snu - każdego ranka budzę się wypoczęty
- Silniejszego kontaktu z samym sobą - autentyczna samoświadomość
- Bardziej przewidywalnego poczucia kierunku w życiu - jasność co do własnej drogi
- Bardziej optymistycznego spojrzenia na świat - nawet w obliczu niepowodzeń, wątpliwości czy emocjonalnych ran
Jestem bardziej produktywny, a moje zdrowie też się poprawiło, szczególnie zdrowie jelit.
Finansowa rzeczywistość
Ta produktywność nie przełożyła się jeszcze na pieniądze, ale sytuacja się poprawia.
Nadal wierzę w marzenie: dobre życie finansowane przez aplikacje mobilne i tworzenie treści.
Kluczem jest wytrwać i nie wpaść w pułapkę myślenia "okej, teraz powinienem zrobić coś zupełnie innego".
Bez żalu, tylko rozwój
Wcale nie tęsknię za piciem.
Jeśli już, to żałuję, że w przeszłości piłem więcej niż powinienem.
Na początku było trochę zagubienia, ale to po prostu część zdrowienia, bo alkohol niszczy osobowość warstwami, krok po kroku. Potrzeba czasu, żeby znów odczuwać radość bez chemicznej pomocy. I to jest w porządku.
Zmiany w życiu towarzyskim
Owszem, moje "życie towarzyskie" ucierpiało. Stałem się zagorzałym rannym ptaszkiem i nocne wyjścia po prostu już nie są dla mnie.
Czasem czuję delikatne FOMO za tamtymi szalonymi nocami, ale gdy naprawdę przyjrzę się temu uczuciu, okazuje się fałszywe.
W rzeczywistości wtedy:
- Kłóciłem się z kimś
- Zachowywałem się jak idiota
- Albo po prostu piłem sam w domu
Potem znikałem z życia na kilka dni.
Prawda o "zabawie"
Nie było żadnego magicznego "fajnego" życia, za którym tęsknię.
To była głównie iluzja, trik, jaki mój mózg stosował, żeby wciągnąć mnie z powrotem w miejsce, gdzie nie ma nic.
Wszystkiego dobrego ❤️**

